Karpaty Rumuńskie

FORUM Najnowsze Tematy
 Co w maju 2012 - plany
 Rumunia z dziećmi 2012
 Wielkanoc w Rumunii, czyli plany na kwiecień 2012
 Dziegieć czy węgiel drzewny
 13 przygoda z Rumunią, czyli relacja z październikowego wyja

RUMUNIA PLANY 2010

RUMUNIA maj 2010 - PLANY
RUMUNIA czerwiec 2010 - PLANY

RUMUNIA wrzesień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy

Plany

RUMUNIA/BUŁGARIA sierpień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty

Takie były plany

RUMUNIA maj 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty
Dzień piętnasty
Dzień szesnasty


Takie były plany


Nasze serwisy

Karpacki Portal Internetowy
Bieszczadzki Portal Internetowy
17.05.2009 - DZIEŃ 2 - Maramauresz i Góry Rodniańskie

Gdy powoli wywlekaliśmy się z namiotów nic nie wskazywało, że będziemy mieć dziś piękną pogodę. Ale im powietrze się bardziej ogrzewało tym chmury bardziej się podnosiły i ustępowały ze szczytów pokazując nam to co widzieliśmy wczoraj ale dziś już w słonecznym świetle. Jak to rano kawa, herbata i śniadanko a potem składanie obozu.

PORANEK W NASZYM OBOZIE




Ruszyliśmy głębiej w Góry Maramaroskie do miejsca dogodnego by wyjść sobie na szczyt Carcanel 1847m. Po drodze w oddali pojawiła się fioletowa plama krokusów. Marcin z Krysią dostali w tym momencie florgazmu (tego słowa Marcin bardzo często używał podczas tego wyjazdu). Porzuciliśmy samochód i popędziliśmy tarzać się w kwiatkach.



FLORGAZM W KROKUSACH





WYPRAWA NA CARCANEL















Wychodząc w góry na dachu auta zostawiliśmy worki prysznicowe by się nagrzała woda, więc po powrocie był szybki prysznic, papu i zjechaliśmy z powrotem na Przełęcz Przysłup. Tutaj weszliśmy do cabany bo marzyła nam się dobra kawa i zimne piwo. Zamówiliśmy kawę z naciskiem na słowo big, i piwo, nie było dużego wyboru jedna jakaś puszka na półce ale mimo wszystko sprzedawca trzy razy upewniał się czy chcemy to piwo. Kawe podali nam w plastykowych kieliszkach wielkości takiej w jakich pije się u nas wódkę a piwo okazało się bezalkoholowe. Marcin po drugiej stronie drogi wypatrzył fajnie wyglądających popów i padła propozycja by zrobić sobie z nimi zdjęcie ruszyliśmy żwawo w ich stronę ale za chwilę okazało się, że nie ma chętnych na zadanie pytania czy możemy to uczynić. Zawiedzeni wróciliśmy na wcześniej zajmowane pozycję, wylaliśmy piwo do rowu, wsiedliśmy w samochód i przecinając przełęcz ruszyliśmy w kierunku Gór Rodniańskich.

SKOK Z MARAMAROSKICH W RODNIAŃSKIE













Dobre miejsce na biwak znaleźliśmy w pobliżu jeziorka polodowcowego Izvoru Bistritei. Z racji, że zostało jeszcze kilka godzin dnia, rozbiliśmy szybko namioty i zrobiliśmy sobie wycieczkę nad jeziorko.













Po powrocie do obozu zabraliśmy się za zbieranie opału na ognisko, które miało zapłonąć zaraz po zachodzie słońca, gdyż ten zapowiadał się dzisiaj całkiem nieźle. Więc gdy tylko niebo zaczęło się czerwienić wyszliśmy na pobliski pagórek uzbrojeni w aparaty fotograficzne. Gdy czerwona tarcza słońca skryła się za górami rozpoczęliśmy ucztę wieczorną czyli kiełbaski i ziemniaczki z ogniska. Po dwóch dniach pstrykania trzeba było też zgrać zawartość puszek do laptopa i tak zakończył się bardzo ciekawy dzień.