25.05.2009 - DZIEŃ 10 - Góry Bucegi - Busteni - Jezioro Bolboci
Rano przy śniadaniu przeglądałem mapę i stwierdziłem, że stąd mamy rzut beretem nad Morze Czarne. Krysia momentalnie podchwyciła ten pomysł, który absolutnie nie przypadł do gustu Marcinowi. Więc zaczęliśmy szykować się do wycieczki, Marcin koniecznie chciał zdobyć szczyt Omul 2505m, my nie koniecznie. Umówiliśmy, że Marcin pójdzie przodem sam a my powleczemy się za nim i jak nam się odechce to zawrócimy i zaczekamy na niego przy samochodzie. Marcin wydarł przodem a my spokojnie za nim, po wyjściu na pierwszy szczyt oczom naszym ukazała się stacja kolejki linowej. Zrobiłem przerwę na papieroska i wpatrując się na słupy kolejki doszliśmy do wniosku, że nie działa bo nie wyglądała najlepiej. Nagle liny zaczęły się naprężać i zza grani wyłonił się wagonik. Pomyśleliśmy o tym samym i za pół godziny mieliśmy już zakupione bilety na dół do Busteni i z powrotem. Marcin nich tam sobie skacze po skałach a my sobie dupki powozimy tym bardziej, że pogoda nie była za specjalna. Zjazd kolejką robił wrażenie to nie kasprowy, widoki niesamowite w pewnej chwili ktoś podniósł alarm, że na drzewie siedzi Ursul (niedźwiedź) udało nam się go sfocić ale matowe szyby z plexi kolejki jak i duża odległość nie dały najlepszego efektu a motyw szybko zasłoniły skały. Pokręciliśmy się troszkę po Busteni, co nie co zjedliśmy napiliśmy się piwka w barze nawet złapaliśmi WiFi więc poczytaliśmy forum i udaliśmy się z powrotem na górę. Według naszych obliczeń mieliśmy jeszcze sporo czasu do powrotu Marcina bo na Omula było jakieś 5 godz. w jedną stronę. Pokręciliśmy się więc jeszcze po okolicznych górkach gdy zadzwonił Marcin mówiąc, że czeka już koło samochodu. Jak się potem okazało Omula odradził mu jakiś ratownik górski twierdząc, że jest tam jeszcze kupa śniegu a w dodatku wisi nad nim deszczowa chmura i Marcin zawrócił.
Marcin czekał na nas przy samochodzie i ruszyliśmy dalej. Nocleg zaplanowaliśmy nad Jeziorem Bolboci o niesamowitej szmaragdowej barwie. Objeżdżaliśmy jezioro szukając jakiegoś zjazdu nad wodę i miejsca nadającego się na biwak, udało się znaleźć idealne. Było jeszcze wcześniej więc Krysia zajęła się logistyką obozową. Gdy nadszedł wieczór siedzieliśmy przy ognisku Marcin doszedł do wniosku, że to idealne miejsce na ostoje niedźwiedzia napędzając tym niezłego stracha Krysi. Aby uwiarygodnić zagrożenie ataku ze strony misiów zaczął zbierać jeszcze opał i rozniecać większy ogień twierdząc, że musi on się utrzymać do rana dla bezpieczeństwa. Zamierzony efekt osiągnął, Krysia stwierdziła, że śpi w samochodzie.