Karpaty Rumuńskie

FORUM Najnowsze Tematy
 Co w maju 2012 - plany
 Rumunia z dziećmi 2012
 Wielkanoc w Rumunii, czyli plany na kwiecień 2012
 Dziegieć czy węgiel drzewny
 13 przygoda z Rumunią, czyli relacja z październikowego wyja

RUMUNIA PLANY 2010

RUMUNIA maj 2010 - PLANY
RUMUNIA czerwiec 2010 - PLANY

RUMUNIA wrzesień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy

Plany

RUMUNIA/BUŁGARIA sierpień 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty

Takie były plany

RUMUNIA maj 2009

Dzień pierwszy
Dzień drugi
Dzień trzeci
Dzień czwarty
Dzień piąty
Dzień szósty
Dzień siódmy
Dzień ósmy
Dzień dziewiąty
Dzień dziesiąty
Dzień jedenasty
Dzień dwunasty
Dzień trzynasty
Dzień czternasty
Dzień piętnasty
Dzień szesnasty


Takie były plany


Nasze serwisy

Karpacki Portal Internetowy
Bieszczadzki Portal Internetowy
09.08.2009 - DZIEŃ 2 - Góry Rodniańskie i Góry Rarau

Noc nas nie rozpieszczała, niby sierpień a zimniej, niż jak byłem tu w maju, za to poranne widoki i śniadanie zrobione przez Łysego, zrekompensowało wszystko. Po zwinięciu obozu zrobiliśmy wycieczkę do jeziorka polodowcowego Izvoru Bistritei.

NA ŻÓŁTO - Oczami Kasi

09.08.09
Niedziela..... nie wiem jak to się stało, że powstaliśmy prawie równocześnie.... Widok, który ukazał się po wyjściu z namiotów, był warty każdej sekundy drogi tu przebytej i telepania się w nocnym chłodzie. Oczywiście ruszyliśmy na sesje zdjęciową :)... Standardowy rytuał kawowy i pytanie co na śniadanie :) ... No to może jajecznica z pomidorkami i rumuńską kiełbaską :)... A masz jajka...? Oczywiście, że mam ;).
Łysy ukazał swoje zdolności kulinarne w przepysznej jajecznicy, oczywiście nie ma to, jak świeżo zmielony pieprz i sól morska / i wcale nie jestem gadżeciarą ;P/

Najedzeni, spakowani, ruszamy w stronę wabiących nas gór.... Ukazują sie naszym oczom cudne widoki Gór Rodniańskich... Jedziemy w stronę jeziorka polodowcowego, kryjącego się w niecce skalnej u stóp wspaniałych szczytów. Mijamy stada owiec, porozrzucanych niczym koraliki, na otaczających nas łąkach oraz cudnie malownicze konie. Zatrzymując się na zdjęcia, wzbudziliśmy żywe zainteresowanie wśród groźnych rumuńskich psów pasterskich :D /generalnie wszystkie rumuńskie zwierzęta chyba są groźne ;) :P/... Nie wiele brakowało do tego, abyśmy nie wyszli z tej konfrontacji cało....mogły nas za lizać na śmierć... :). Nad harcami młodych psiaków miał baczenie przywódca sfory, który z odległości, którą uznał za słuszną obserwował nas ze spokojem godnym szefa. :). Ruszyliśmy dalej na pierwszą wycieczkę.... Droga do jeziorka okazała się niezbyt długa i niebawem naszym oczom ukazało się niewielkie jeziorko, ale za to cudnie komponujące się z otoczeniem. Mojego zachwytu nie podzielała dwójka Francuzów, którzy dotarli do jeziorka równo z nami. Wyraz zawodu malował się na ich twarzach, gdyż oczekiwali chyba gigantycznego jeziora, zamiast tego maleństwa. A dla mnie było piknie... :) Zosia korzystając z naszej chwili odpoczynku, znalazła w resztkach ogniska, bardzo ładnie mieniący się węgielek :D Ale się mama ucieszyła :>:P..

Powrót do autka i ruszamy dalej. Dopiero teraz dokładnie widzimy, gdzie Irek nas wywiózł po nocy :)...wow...:). Kierownik naszej wyprawy ;) zabiera nas na obiadek, do hoteliku, który organoleptycznie sprawdził w maju. Niby karta jest po angielsku, ale pani nie teges.... więc zostajemy przy zupie gorąco polecanej przez Irasa oraz wybieramy wieprzowinkę w sosie z polentą, sadzonymi jajami i regionalnym serem... Obiad nas pokonał :) ... Osobiście nie przebrnęłam ani przez zupę w całości, ani przez danie główne :)...Dobrze, że nie połasiliśmy się na deser. :) Po wytoczeniu się z lokalu, z trudnościami zapakowaliśmy się z powrotem do autka.



























Po wycieczce zjechaliśmy na Przełęcz Przysłup a potem dalej na dół w kierunku Vatra Dornei. Przystanek na obiad w sprawdzonym w maju hotelu i pyszna reginalna zupka czosnkowa z kurczakiem, drugiemu daniu nie daliśmy rady. Zakupy w mieście i kierunek Góry Rarau. Na góre wyjechaliśmy w miarę wcześniej i dobrze bo las był tak wyczyszczony z opału, że trochę czasu minęło zanim zrobiliśmy zapas na wieczór. Przed kolacją jeszcze w miarę fajny zachodzik słońca a do kolacji 2 rumuńskie winka.

NA ŻÓŁTO - Oczami Kasi

Przed nami Góry Rarau. Droga w nie wiodła przez małe wioseczki z domkami najróżniejszej maści, wtulonymi w brzegi potoku. Wspinaliśmy się coraz wyżej i wyżej i dla odmiany wyżej ;)... zaliczyliśmy po drodze stado owiec :D i w końcu dotarliśmy ponad granice lasu. I tu następuje zaskakujące przyspieszenie akcji :D... Irek wjechawszy kawałek w stronę szczytu, zaparkował na łące, złapał papier i susami, którymi mogłaby się poszczycić niejedna sarna pognał w stronę lasu :), oczywiście z naszym rechotem na plecach :P...ukraińskie żarcie dało znać o sobie :)... Wrócił jakiś taki zmarnowany :P... Panowie wybrali miejsce na biwak, co jest istotne w tym przypadku, gdyż po pierwsze wyjaśniła się kwestia „Irasa Palovnika” - wszędzie otaczały nas słupy wysokiego napięcia, a po drugie - dawno nie miałam tak męczącej nocy... mianowicie, regularnie zjeżdżałam z materaca i musiałam się wczołgiwać z powrotem :):D...Obóz rozbity...jak widać na zdjęciach przy niewielkim udziale Irasa :):P....Zachód słońca - może i dla Irka, tylko w miarę fajny, a dla mnie pierwszy na tej wyprawie :) i mi się podobało :). Dzięki rumuńskim winkom, wypitym do kolacji, zresztą w dość dużym tempie, nie czuliśmy chyba tak bardzo, że ta noc również jest zimna...mocno zimna...W kwestii czysto technicznej :) Łysy załatwił nam krzesełko... i nawet doczekaliśmy do pieczonych ziemniaków :).